PRAWDZIWE OBLICZE DOMINIKANY

To już ostatni, trzeci wpis dotyczący naszej podróży poślubnej (pozostałe znajdziecie TUTAJ i TUTAJ).

Dominikana to nie tylko piękne plaże, woda we wszystkich odcieniach turkusu i zachwycające widoki. To również, a właściwie przede wszystkim ludzie, którzy tam żyją i wykonują codzienne, normalne obowiązki. O tym właśnie będzie ten post, o prawdziwym życiu na Dominikanie.

Już sama nazwa wycieczki wskazywała na to, że nie należy spodziewać się luksusów, dlatego też całą podróż odbyliśmy taką o to ciężarówką 😉

Na początku zatrzymaliśmy się na polu ryżowym. Ot, pole zalane wodą, nic ciekawego.

Następnie zatrzymaliśmy się w dominikańskiej wiosce i zobaczyliśmy lokalny sklep, w którym można kupić niemalże wszystko. Właściciele byli doskonale zorientowani w asortymencie pomimo panującego tam chaosu. Odzież pomiędzy artykułami ogrodniczymi, środki higieny wśród żywności… jak to moja babcia mówi- pomieszanie z poplątaniem 😉

Kolejnym punktem wycieczki była wizyta w typowym wiejskim gospodarstwie. Oglądać coś takiego w telewizji to zupełnie co innego niż zobaczyć na żywo. To takie dziwne, że w dzisiejszych czasach ludzie mieszkają w takich warunkach ( a ten dom wcale nie należał do najbiedniejszej rodziny!). My, Polacy, potrafimy narzekać na wszystko, a to że za ciepło, to z kolei za zimno. To znowu denerwuje nas, że tyle programów w telewizji, a i tak nie ma co oglądać i tak dalej… teraz wiem, że to totalne bzdury. Powinniśmy się cieszyć z tego, co mamy, bo gdzie indziej na świecie ludzie marzą o tym żeby mieć tylko takie problemy. Dodam jeszcze, że na pokazanym niżej metrażu mieszka małżeństwo z szóstką dzieci.

To właśnie tutaj poznaliśmy tajniki produkcji kakao, kawy, mamajuany czy rumu i mogliśmy je degustować, a następnie zakupić gotowe już produkty.

Następnie odwiedziliśmy niekomercyjną manufakturę cygar, gdzie samodzielnie można było skręcić i odpalić prawdziwe cygaro. Duża wilgotność powietrza i wysokie temperatury panujące na Dominikanie sprawiają, że panują tu wręcz idealne warunki dla uprawy tytoniu. To, plus jakość upraw tytoniowych spowodowało, że do kraju ściągnęło wielu znaczących producentów cygar, dzięki czemu , w chwili obecnej Dominikana eksportuje na cały świat ponad 350 milionów cygar rocznie.

Skoro prawdziwa Dominikana to należało zobaczyć jak wygląda prawdziwe, lokalne targowisko i tu muszę Was ostrzec – jeśli lubicie tylko ładne obrazki, to nie czytajcie dalej.

Na początku zaczęło się dość niewinnie. Nasz wzrok przyciągały wspaniale pachnące przyprawy, ziarna i kolorowe warzywa i owoce.

I to by było na tyle jeśli chodzi o ładne, pachnące rzeczy. Idąc dalej najpierw poczuliśmy okropny smród, a później  zobaczyliśmy na ziemi płynącą krew i zlizujące ją psy (nie przesadzam). W jednej chwili obydwoje zzielenieliśmy i zebrało nam się na wymioty, a niestety, droga do naszej ciężarówki prowadziła przez alejki ze zwisającym i cuchnącym mięsem. Ja wiem, że kupowane w markecie mięso pochodzi od zwierząt i najpierw te zwierzęta trzeba zabić żeby później móc je zjeść, ale wyobraźcie sobie kilogramy mięsa leżące w 35-40 stopniowym upale, które co chwila obsiadają muchy. Ja ten odór czułam już pod nosem do końca pobytu i nie tknęłam ani grama mięsa przez dłuższy czas.

Jak dla mnie ta wycieczka mogłaby się już w tym momencie zakończyć, a nadszedł czas na… posiłek. Nie wiem, czy lepiej byłoby się najeść przed, czy po targu. Ja w każdym razie z tego całego obrzydzenia nie zdecydowałam się nawet na owoce. W programie była również wizyta w dominikańskiej szkole, która niestety okazała się być zamknięta. Od dzieci dowiedzieliśmy się, że prawdopodobnie nauczycielka nie przyjechała, bo przez 15 minut… padał deszcz 😀 Jeszcze o tym nie wspominałam, ale Dominikańczycy są ponoć tak leniwi, że Grecy przy nich wydają się być bardzo zapracowanymi ludźmi. Poczęstowaliśmy zatem dzieci słodkościami, ten kto miał rozdał przybory szkolne i pojechaliśmy do Bazyliki w Higuey, a na koniec na plantację trzciny cukrowej.

Moim zdaniem każdy znajdujący się w obcym kraju, kraju z zupełnie inną kulturą i zwyczajami powinien wyjść poza hotelowe mury chociażby po to, żeby uświadomić sobie jakim jest szczęściarzem, że nie musi żyć w takich warunkach. Jeśli zatem będziecie mieć okazję odwiedzić ten piękny, choć z punktu widzenia zwykłego człowieka, biedny kraj, postarajcie się poznać go bliżej.

 

Zobacz wszystkie posty dotyczące Projektu ślub i  nie przegap kolejnych!

Zrób mi tę przyjemność i zaobserwuj mnie na Facebooku i Instagramie 🙂

2 przemyślenia nt. „PRAWDZIWE OBLICZE DOMINIKANY

  1. Świetny wpis i ekstra blog! Ja taki szok przeżyłam na bazarze w Tunezji. Podobna sytuacja, mięso wisiało nad głowami, krew ściekała nam po plecach…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *